Płock kojarzony jest przede wszystkim z największą w Polsce rafinerią, której budowa w drugiej połowie XX wieku dała miastu olbrzymią szansę rozwoju. To także bardzo ważny historycznie ośrodek naszego kraju, uznawany w latach 1079–1138 za umowną stolicę Polski. Nie można też zapomnieć, że to właśnie Płock uważany jest za stołeczne miasto historycznego Mazowsza. Mamy więc wyjątkowe miejsce, gdzie ślady najstarszej Polski przeplatają się z symbolem współczesności. Jak to przekłada się na język i czym wyróżnia się obecna mowa mieszkańców Płocka i okolicy na tle „literackiego” języka polskiego używanego w całym kraju i innych regionalizmów?
W dzisiejszych granicach ślady historycznej Ziemi Płockiej znajdują się na terenie części kilku powiatów: płockiego, płońskiego, sierpeckiego, żuromińskiego i mławskiego. Językowo obszar zaliczany jest do dialektu mazowieckiego, choć, mówiąc bardziej precyzyjnie, są to jego północno-zachodnie rubieże, zwane też Mazowszem Bliższym. Leżące niedaleko Kujawy i Ziemię Dobrzyńską dialektolodzy kategoryzują już jako obszar występowania dialektu wielkopolskiego.
Choć cechy dialektalne i gwarowe, podobnie jak w reszcie Polski, są coraz mniej widoczne, to w sferze leksykalnej, na całe szczęście, pozostało nadal sporo słów o regionalnym charakterze. Nie inaczej jest na Ziemi Płockiej. Nie udało mi się w badaniach wykryć słowa charakterystycznego dla samego miasta, ale nie wyklucza to oczywiście jego istnienia. Mamy co prawda słowo czerwoniak, jakim mieszkańcy Płocka określają autobus (najczęściej miejski), jednak występuje ono jeszcze w kilku innych miastach Polski: Łomży, Bartoszycach czy Mrągowie. Jest za to kilka endemicznych słów charakterystycznych dla całego regionu. Najciekawsze chyba to skrachciały w znaczeniu „zniszczony”, występujące właściwie tylko na terenie Ziemi Płockiej.
Bliski mikroregionalizmowi charakter mają: sierpeckie słowo kanałek oznaczające „staw” i wyraz występujący głównie w powiecie płońskim – bałda, czyli kostka słomy lub siana. Różnie nazywa się tutaj stołową pilarkę tarczową – w większości Mazowsza, w tym na południu Ziemi Płockiej, jest to krajzega, a w przypadku okolic Żuromina czy Sierpca – krajżaga.
Regionalizmy występujące w mowie płocczan mają to do siebie, że często występują równolegle w innych częściach kraju, choć nie w całej Polsce – mamy tu przede wszystkim słownictwo charakterystyczne dla innych gwar dialektu mazowieckiego oraz pokrywające się z zachodnimi granicami dawnej Kongresówki. Wyrażenia o innym rodowodzie naturalnie się pojawiają, jednak jest ich zdecydowanie mniej.
Typowych mazowianizmów pozostających w użyciu udało mi się wyłuskać w badaniach co najmniej kilka. Najbardziej charakterystyczne dla tego regionu będzie słowo przylepka, które nazywa skrajne kromki chleba. Choć wydaje mi się, że w powszechnej świadomości funkcjonuje powiedzeniu o noszeniu zadry w sercu, to określenie w ten sposób drzazgi jest charakterystyczne właśnie dla Ziemi Płockiej. Występuje tu także niezwykle ciekawy czasownik obtoknąć oznaczający opłukanie kogoś lub czegoś, na przykład kubka. W Płocku możemy spotkać się również z ciekawym sposobem na określenie prognozowania pogody na przykład w radiu czy telewizji, które można nazwać tu jej nadawaniem. Jest to jednak słowo, które poza Mazowszem występuje także na małopolskiej Ziemi Lubelskiej, podobnie jak nazywanie tabletek proszkami. Dość interesującym słowem, związanym jedynie z północną częścią Mazowsza, jest trukanie, a więc trąbienie, na przykład klaksonem samochodu.
Spuścizna zaborów objawia się w wyrażeniach, dla których Płock wyznacza najczęściej wschodnie granice ich występowania. Mamy na przykład tu słowo poradzić w znaczeniu „podnieść” czy wazówkę jako sposób na nazwanie dużej łyżki do nalewania zupy. Innym ciekawym wyrażeniem, z którym spotkamy się między innymi w Płocku, jest czasownik o dość skomplikowanej definicji – wkasać. Oznacza on włożenie czy wpuszczenie koszuli w spodnie. Nie kojarzę ogólnopolskiego wariantu o tym znaczeniu, więc, jak widać, regionalizmy potrafią ułatwiać życie. Ułatwiać, ale nie łatwić, bo w ten sposób między innymi w Płocku można określić załatwianie spraw, na przykład w urzędzie. Wracając do domu, na miejskim targowisku można kupić łubiankę truskawek – taka forma nazewnictwa koszyczka na owoce występuje głównie w byłej Kongresówce.
Mamy jeszcze słowa o bardzo autonomicznym charakterze, niezwiązanym ani z pozostałościami dialektu, ani z zaborami. Przykładem może być przymiotnik rozgogolony, którym w środkowej Polsce można określić kogoś zbyt lekko ubranego, z dekoltem na wierzchu. Mamy tu również słowo toć, czyli „przecież”, które występuje głównie w Polsce północnej. W takim samym charakterze możemy rozpatrywać słowo bujaczka na określenie huśtawki, które poza Płockiem występuje także w Toruniu i w Grudziądzu. W definicję płocczanizmu wpisuje się występujący tu (a także w sporej części Polski centralnej) chachmęt, a więc „oszust”.
Choć gwara płocka nie wyróżnia się endemicznością i obfitym zasobem mikroregionalizmów na tle innych regionów, to nadal pozostaje wyjątkowym świadectwem zachowania mazowieckiego dziedzictwa. Wbrew pozorom, to „dzielenie” regionalizmów z innymi częściami kraju daje nadzieję, że słowa te przetrwają o wiele dłużej niż takie, które występują wyłącznie na jednym niewielkim terytorium.